Organizator   Bilety         Strona główna Kontakt

Podaj swój adres e-mail:



 





ODSŁONIĘCIE POMNIKA
JANA KIEPURY

SOSNOWIEC 15 MAJA 2002

MOWA LAUDACYJNA BOGUSŁAWA KACZYŃSKIEGO

 


Sceneria tego uroczystego i historycznego spotkania przypomina kadr z filmu „W blasku słońca”. Jan Kiepura śpiewa w Operze Wiedeńskiej, a plac wokół teatru wypełnia się tłumem. Tłumem, który czeka aż przedstawienie dobiegnie końca, aż na placu pojawi się „Chłopak z Sosnowca” i będzie śpiewał swojej publiczności. Jan postawiony zostaje na dachu samochodu i śpiewa, śpiewa i śpiewa popularne arie i modne wtedy piosenki. Melodie, które będzie potem nuciła ulica na całym globie ziemskim.
Kiepura śpiewał zawsze i wszędzie, kiedy go o to proszono. Nie szczędził głosu, gdyż lubił śpiewać i kochał swoja publiczność. Dla Polaków był bohaterem narodowym, bohaterem zbiorowej wyobraźni. Świat ocenił go jako jednego z czołowych śpiewaków sceny operowej dwudziestego stulecia. Był także jednym z najpromienniejszych gwiazdorów rodzącego się wtedy filmu muzycznego, filmu śpiewanego.
Był wielkim patriotą. Przez całe życie nieustannie podkreślał swoją polskość. Uczestniczył w zrywach niepodległościowych i akcjach gromadzenia pieniędzy na cele społeczne, cele narodowe. Przed wojną na Pomoc Zimową, na Muzeum Narodowe w Krakowie, na Fundusz Obrony Narodowej (FON). W czasie wojny na rzecz naszej armii formującej się na Zachodzie, a po wojnie na budowę Szkół Tysiąclecia. Droga z Sosnowca do światowej kariery, była daleka i najeżona trudnościami. Urodził się sto lat temu, 16 maja 1902 roku, w rodzinie niezamożnego piekarza, w domu przy ulicy Majowej, w suterenie, gdzie mieściła się piekarnia i piec, w którym wypiekano chleb. Później państwo Kiepurowie przenieśli się do własnego domu przy ulicy Miłej.
W Sosnowcu kształtowała się jego osobowość i być może właśnie dzięki tej sosnowieckiej osobowości Jan Kiepura zajął aż tak wysoką pozycję w światowej kulturze, zdobył rozgłos i wzbudził powszechny podziw. Śpiewał włoskim w barwie głosem. Takie głosy rodzą się zazwyczaj w słonecznej Italii, w Hiszpanii. Ale w Sosnowcu?
W scenerii kominów fabrycznych przyszedł na świat chłopiec z niezwykłym talentem i umiał ten talent szybko i należycie spożytkować. Dołączył do tego talentu ową niepowtarzalną - wywodząca się z sosnowieckiej Pogoni - osobowość i zadziorność. To była zadziorność prawdziwego „Chłopaka z Sosnowca”. I ta właśnie oryginalna cecha, w połączeniu z pięknym głosem i mistrzowsko opanowaną techniką wokalną sprawiła, że oceniony został przez świat jako szczególnie oryginalne zjawisko wśród najznamienitszych śpiewaków swojej epoki. Mógł godnie z największymi konkurować.
Życie Jana Kiepury było trudne, po brzegi wypełnione pracą. Rezygnacją ze wszystkiego co mogło mu przeszkodzić w pędzie do zrealizowania marzeń, o których z takim przejęciem mówił już w młodzieńczych latach w Sosnowcu: „zobaczycie, przyjdzie czas, że będę wielkim artystą”.
Niełatwo zostać wielkim artystą. Bo życie wielkiego artysty to praca, praca i praca. To wyrzeczenia i umiejętność pokonywania dziesiątków przeszkód, jakie piętrzą się na drodze do owej upragnionej, wyśnionej kariery A wszystko bez najmniejszej gwarancji ze strony Muz, że całe to poświęcenie uwieńczone zostanie sukcesem.. Dzięki uporowi i sile charakteru, Kiepura szybciej niż mógł się tego spodziewać stał się sławny i podziwiany. Do dzisiaj wspominane są jego występy w Operze Wiedeńskiej, gdzie narodziła się jego legenda. Wspominając tamte lata i ludzi burmistrz Wiednia Helmut Zielk, stojąc przed kamerą powiedział mi : „Jan Kiepura był tym dla Wiednia lat trzydziestych, czym Beatlesi dla Londynu lat siedemdziesiątych”. Krytycy mówili i pisali o nim: ”Fenomen”, ”Krezus głosowy,” „Drugi Caruso”.
Kiedy zapytałem Placido Domingo, co by było gdyby Jan Kiepura dzisiaj śpiewał, Domingo z powagą odpowiedział: „sądzę, że któryś z nas, trzech tenorów, musiałby ustąpić miejsca Kiepurze. A może byłoby nas czterech?”. Podobną opinie wyraził także Luciano Pavarotti.
Jan Kiepura odnosił sukcesy w największych teatrach operowych świata, u jego stóp leżała Opera Wiedeńska, mediolańska La Scala i Metropolitan Opera w Nowym Jorku, Opera Paryska, Opera Berlińska, Opera w Monachium, Teatro Colon w Buenos Aires, Opera w Rio de Janeiro,Teatr Wielki w Warszawie. Dyrektorzy największych scen zabiegali o zdobycie Kiepury choćby na kilka występów i cierpliwie czekali aż przyjedzie i porwie swym śpiewem rzesze wielbicieli. W roku 1930 Jan Kiepura rozpoczął nowy rozdział swego życia. Londyńska wytwórnia filmowa ASFI zaprosiła go do udziału w ekranizacji obrazu „Neapol miasto śpiewu”. Jan bez entuzjazmu przyjął tę filmową propozycję, ale wkrótce kino pochłonęło go na długie lata. Po sukcesie pierwszego filmu okrzyknięty został czołowym amantem filmu muzycznego i w następnych latach uczestniczył w realizacjach kolejnych obrazów w wytwórniach Berlina, Wiednia, Paryża, Londynu i amerykańskiego Hollywoodu. Dzięki filmom Jan Kiepura był bardzo sławny i jeszcze bardziej bogaty. Był podziwiany także przez tę publiczność, która nigdy nie była w operze i która być może nigdy do opery by się nie wybrała. To, że Jan Kiepura zaczął królować na ekranie, że otoczony tłumem śpiewał stojąc na dachu samochodu i na balkonie hotelu, nie zyskało aprobaty operowego świata. Zaczęły pojawiać się ironiczne komentarze, ruszyła fala niechęci. Konserwatywnie myślący znawcy sztuki operowej zarzucali mu, że marnotrawi tak pięknie rozpoczętą karierę i zamienia autentyczny sukces na tanią popularność. Ale dla Kiepury nie była to tania popularność. Wiedziony przeczuciem, z radością dał się nosić na rękach rozentuzjazmowanym tłumom, występował na placach, na stadionach, które gromadziły dziesiątki tysięcy widzów, słusznie przewidując, ze niebawem nadejdzie nowy czas, nazwany przez nas erą kultury masowej. Czas wszechpotężnej telewizji. Już w latach dwudziestych i trzydziestych Kiepura był zwiastunem tego, czym zachwycaja dzisiaj świat „Trzej tenorzy”. Uważał, że artysta powinien wyjść z czterech ścian teatralnej sali, że powinien stanąć przed tłumem, porwać go żarem interpretacji i pozwolić się podziwiać i kochać. Jego występy na Rynku Starego Miasta w Warszawie oklaskiwało czterdzieści tysięcy ludzi. Podobnie było w Krakowie, w Katowicach, w Gdyni i wielu innych miastach na trzech kontynentach . Wszędzie gromadziły się tłumy, aby go usłyszeć i – rzecz oczywista - zobaczyć.
Od tamtego czasu minęło więcej niż pół wieku, a legenda Kiepury żyje nadal. Kochamy go za zalety, ale także za przywary jego charakteru, za jego ognisty temperament i słoneczny uśmiech, za emanującą choćby tylko z nagrań i z ekranu radość życia. I za tę niezwykle barwną biografię, która z pewnością będzie tematem niejednego filmu i niejednego serialu telewizyjnego.
Cieszę się bardzo, że tak liczne grono dawnych i nowych wielbicieli Jana Kiepury przybyło do centrum Sosnowca, aby uczestniczyć w tej pięknej, wzruszającej uroczystości.
Mistrzu Janie! Mistrzu Janie Kiepuro! Urodziłeś się w Sosnowcu, a więc - jak można parafrazować słowa wieszcza - „jesteś rodem Sosnowiczaninem. Sercem byłeś - nawet wtedy, kiedy tym oświadczeniem mogłeś sobie jedynie zaszkodzić – Polakiem. Dzięki wyjątkowemu talentowi i błyskotliwej karierze stałeś się – Świata Obywatelem.
Wracasz dzisiaj do miasta swojego urodzenia, miasta dzieciństwa, miasta swojej młodości. Widzimy Cię znowu w pozie jakbyś chciał za moment zaśpiewać poruszającą arię czy porywającą piosenkę. Raduj jak za dawnych lat mieszkańców Sosnowca i gości, którzy będą przyjeżdżali, aby spojrzeć na twój wizerunek uwieczniony w brązie.
Ten plac powinien stać się miejscem spotkań młodzieży i dorosłych. Stojąc przed tym ogromnym i pięknym pomnikiem będziemy wyobrażali sobie, że mistrz Kiepura za moment zacznie śpiewać, że raz jeszcze usłyszymy w jego żarliwym wykonaniu: „Ninon, ach uśmiechnij się”, albo „Brunetki, blondynki” albo „Signorinę”, albo „ O sole mio”. A my z wdzięcznością będziemy dotykali fałdy jego rozwianego przez wiatr płaszcza, będziemy dotykali jego połyskującej złotem ręki. Bo dotknięcie Jana Kiepury - jak w dawnych czasach – to zapowiedź szczęścia.
Mistrzu Kiepuro! Byłeś uśmiechem, blaskiem, radością polskich lat dwudziestych, polskich lat trzydziestych. Lat szczególnych w dziejach naszego narodu, lat z takim trudem wywalczonej niepodległości. Bądź blaskiem, radością i uśmiechem Sosnowca. Miasta, które razem z tobą świętuje dzisiaj swoje setne urodziny.

Bogusław Kaczyński


Strona glówna | Organizator | Bilety | Galeria | Ksiazki i plyty | Kontakt

O Janie Kiepurze | Historia Festiwalu | Krynica Zdrój | Sponsorzy i partnerzy

Wykonanie Adicom.pl - strony internetowe